,,Tak to było kiedyś... ''

 

„Tak to było kiedyś…” – wywiad z moją 84-letnią babcią Anną Okos.

Absolwentką PSP w Domecku.

 

1 kwietnia 1939r.

 

Julia: Jak wyglądała nauka w Twoich czasach?

Babcia: Uczęszczałam do tej samej szkoły , do której Ty dzisiaj chodzisz,  ale nauka wtedy wyglądała zupełnie inaczej. Było 8 klas, ale zdecydowanie liczniejsze niż dziś. W pierwszej klasie zamiast zeszytów i podręczników mieliśmy jedynie tabliczki z rysikiem i gąbeczką na których pisaliśmy. Dopiero w drugiej klasie dodatkowo był jeden zeszyt do pięknego pisania. Naukę rozpoczynaliśmy rano o 8:00, a kończyliśmy około 12:00

Julia: Jakie były wtedy klasopracownie?

Babcia: Wielkością były takie jak dziś, tylko podłogi były drewniane, konserwowane olejem, od którego mieliśmy niejednokrotnie czarne stopy i  przed powrotem do domu myłyśmy je w rzece. Klasy ogrzewane były piecami kaflowymi. Moja koleżanka Maria często piekła na nich grzanki dla całej klasy.

Julia: A jakie miałaś przedmioty w szkole?

Babcia: W moich czasach była to niemiecka szkoła,  więc głównym przedmiotem w klasie pierwszej był język niemiecki. Przedmioty takie jak geografia, matematyka czy historia były dopiero od klasy III. Literek uczyliśmy się poprzez piosenki i śpiew.

Julia:  Czy mieliście zadania domowe?

Babcia: Tak, mieliśmy, ale nie zawsze i także pisaliśmy je na tabliczkach.

Julia: W czym nosiłaś książki?

Babcia: Mieliśmy plecaki, ale były bardzo lekkie, bo były w nich tylko tabliczki, jeden podręcznik i piórnik. Były też zdecydowanie inne niż teraz, mniej kolorowe i skórzane. Poza tym ja i moje trzy siostry nosiłyśmy jeden plecak (jedna po drugiej)

Julia: Mieliście wtedy wycieczki szkolne?

Babcia: Mieliśmy wycieczki, ale piesze. Głównie chodziliśmy na Nową Kuźnię, raz byliśmy w cyrku. Całą szkołą chodziliśmy pieszo do Kościoła w Chrząszczycach  na różne uroczystości oraz na zawody sportowe do Górek.

Julia: Czy nosiłaś mundurek szkolny?

Babcia: Nie, ale prawie wszystkie dziewczyny chodziły wtedy w fartuszkach z dwiema kieszeniami z przodu,  przez co wyglądałyśmy prawie tak samo. Chłopcy natomiast ubierali  się jak chcieli.

Julia: A jak wyglądała twoja droga do szkoły babciu?

Babcia: Chodziliśmy pieszo, latem boso,  ponieważ buty były wtedy cennym towarem dostępnym tylko na kartki.

Julia: Dziś na przerwach w szkole niemal wszyscy bawią się telefonami, a jak Wy spędzaliście czas?

Babcia: Mieliśmy kolorowe, gliniane kulki, które odbijaliśmy od ściany. Później mierzyliśmy odległości między nimi za pomocą dłoni, wygrywał ten, kto rzuci jak najbliżej kulki rywala i tym samym zgarniał obie kulki. Poza tym przy pomocy patyka i sznurka puszczaliśmy drewniane bączki.

Julia Ile miałaś lat gdy wybuchła wojna?

Babcia: Miałam wtedy 6 lat i chodziłam do pierwszej klasy. Gdy front wojenny dotarł w te okolice, chodziłam do 4 klasy.

Julia: Jak więc się uczyliście?

Babcia: Szkoła na czas działań wojennych w Domecku została zamknięta i nie było lekcji a my musieliśmy uciekać. Wojna była straszna, nie chciałabym drugi raz jej przeżywać. Wszędzie słychać było wybuchające bomby. Gdy wojska radzieckie wkroczyły do Boguszyc, żołnierze wchodzili do co drugiego domu i wystrzeliwali jego mieszkańców nie zważając na nic. Także i do naszego domu wkroczył żołnierz, przyłożył  nóż do gardła mojej mamie i kazał jej oddać kosztowności ale my nic nie mieliśmy.

Mimo wszystko były także zabawne sytuacje. Pewnego dnia dwaj żołnierze radzieccy przejeżdżali uliczką obok naszego domu, zatrzymali się i zapytali czy tą drogą dojadą do Berlina. Albo innym razem kolega jechał na rowerze „bez trzymanki”, mijał go Rosjanin na innym rowerze, zatrzymał się i powiedział: „ Dawaj rower, bo twój sam jedzie a mój nie”.

Julia: A co po wojnie?

Babcia: Po wojnie gdy się trochę uspokoiło około 1947 roku, nauka w szkole została wznowiona. Jednak  była to już polska szkoła, którą prowadziło małżeństwo państwa Nowaków pochodzące z Lwowa. Traktowali młodzież bardzo dobrze, byli mili i uprzejmi. Przede wszystkim uczyli nas języka polskiego. Uczęszczałam do tej szkoły jeszcze dwa lata. Naukę chciałam kontynuować w szkole gastronomicznej. Niestety wiązało się to z wyprowadzką do Kędzierzyna Koźla i zamieszkaniem w internacie, a  moich rodziców nie było na to stać. Poszłam więc do pracy, później wyszłam za mąż, wychowałam 5 dzieci. Doczekałam się dziewięciorga wnucząt i trójki prawnucząt.

Julia: Bardzo dziękuję Ci babciu za rozmowę.

 

Julia  Liguda i jej babcia Anna Okos

 

 Świadectwo szkolne babci Julii Ligudy